większa wiedza jest nie do pomyślenia, to z jednej strony takie założenie generuje ontologię, z której wynikają podstawowe prawa fizyki kwantowej i zasadnicze ramy jej formalizmu matematycznego. Z drugiej natomiast strony, z prostego rozumowania wynika, że wszechwiedza ma wszystkie właściwości Boga chrześcijan. Jest ona po prostu Trójjedyną Miłością (patrz Z. Myślę, że właśnie na gruncie metafizyki pojawia się możliwość unifikacji - co może na pierwszy rzut oka wydaje się absurdalne
jest zupełnie inaczej zbudowany, niż to odczuwamy w życiu codziennym. To, co my odczuwamy naszymi zmysłami jako rzeczywistość, jest tylko pewnym przypadkiem granicznym, wynikającym w dużej mierze z prawa wielkich liczb. Wszystkie przedmioty życia codziennego składają się bowiem z ogromnej ilości elementów. A tak naprawdę przyroda funkcjonuje zupełnie inaczej niż nam się zdaje z prostego oglądu zdroworozsądkowego. Dawna filozofia nie była przygotowana do takich koncepcji, ponieważ opierała
opisuje teoria kwantów, będąca podstawą teoretyczną fizyki kwantowej. Od wielu lat trwają próby zinterpretowania, jaka rzeczywistość kryje się pod formułami matematycznymi, które fizycy odgadnęli badając właśnie mikroświat. Powstało kilkadziesiąt interpretacji fizyki kwantowej, bazujących na różnych ontologiach, na różnych założeniach filozoficznych. Ale sytuacja się zmienia, gdy przejdziemy do badania dwóch dziedzin, które wydają się rozłączne,
duchowych człowieka, a nawet pośrednio w całokształcie dyspozycji ludzkiego podmiotu. Owa moc nazywa się łaską, w szczególności łaską wiary. Czytamy w tejże samej Konstytucji Vaticanum II: „By móc okazać taką wiarę trzeba mieć łaskę Bożą uprzedzającą i wspomagającą oraz pomoce wewnętrzne Ducha Świętego, który by poruszał serca i do Boga zwracał, otwierał oczy rozumu i udzielał «wszystkim słodyczy w uznawaniu i dawaniu wiary prawdzie» [słowa Synodu Arauzykańskiego
że wszyscy niewierzący tudzież wierzący inaczej są od niego głupsi, gdyż nie posiedli prawdziwej mądrości. Oczywiście można zawęzić tezę do: niektórzy niewierzący są głupsi od wierzących, tylko co z niej wynika? Czy niektórzy niewierzący są głupsi od wszystkich wierzących? Obawiałbym się wyrazić tak kategoryczny sąd. A jeżeli niektórzy od niektórych, to przecież można stwierdzenie odwrócić: niektórzy wierzący są głupsi od niewierzących. Człowiek wierzący
wystąpieniu chciałbym ograniczyć się do omawiania relacji wiary, oczywiście chrzescijańskiej, do nauk przyrodniczych, a w zasadzie do fizyki, ponieważ fizyka jest najbardziej podstawową nauką przyrodniczą, o najbardziej rozwiniętej metodologii, oraz dlatego, że obserwujemy już od dłuższego czasu proces integracji całego przyrodoznawstwa na bazie pojęciowej właśnie fizyki. Chemia, astronomia, czy nawet część biologii, są to nauki przyrodnicze, które możemy uważać za określone działy fizyki.
jest wiara, tego, co znaczy „wierzyć”, pierwszą rzeczą, jaką musimy wziąć pod uwagę, jest oryginalność wiary w porównaniu z rozumowym poznaniem Boga „ze stworzeń”. Oryginalność wiary leży przede wszystkim w jej charakterze nadprzyrodzonym. Jeżeli człowiek w wierze ma dać odpowiedź na „samoobjawienie się Boga”, jeśli wraz z tym „samoobjawieniem się Boga”, ma przyjąć Boży plan zbawienia, które polega na uczestniczeniu w naturze i życiu wewnętrznym Boga samego, to odpowiedź
że przyrodę można w pełni wyjaśnić bez odwoływania się do Boga. Już w starożytnej Grecji, u zarania powstania nauki, zrodziły się trzy tradycje naukowe. Pierwsza pochodzi od Arystotelesa, który wychodził ze świadectwa zmysłów, ale twierdził, że przyroda jest na tyle skomplikowana, że nie można jej opisać matematycznie. Poza tym uważał, że zadanie nauki sprowadza się do znalezienia przyczyn zjawisk: przyczyny sprawczej, materialnej, formalnej i celowej. Ponieważ nie ma nadziei